Okazuje się, ze bezmyślne powtarzanie zabobonów i powielanie nonsensownych mitów jest w Polsce tak głęboko zakorzenione, że uczestniczą w tym haniebnym procederze, zdawałoby się, wiarygodne podmioty, jak np. Gazeta Wrocławska czy Zakład Biologii Ewolucyjnej i Ochrony Kręgowców Uniwersytetu Wrocławskiego.  Oto bowiem na łamach Gazety Wrocławskiej ukazał się materiał pióra Małgorzaty Matuszewskiej, w którym doktorant tej ponoć naukowej placówki, niejaki Bartosz Borczyk stwierdził (cytuję): „Głównymi nosicielami wścieklizny są prawdopodobnie… jeże.” Ciekawe, jakim to pokrętnym sposobem pseudonaukowego nibyrozumowania doszedł on do takiego „prawdopodobnego” wniosku? 

Jak wiadomo, jeże to owadożercy a trudno byłoby zarazić się wścieklizną od biedronki, gąsienicy czy nawet ślimaka, nieprawdaż? Zatem jeże NIE SĄ i praktycznie NIE MOGĄ być nosicielami wścieklizny, ponieważ – mówiąc na poziomie tego pseudonaukowego tekstu – jakikolwiek realny przekaźnik wirusa (np. kuna czy lisek, który i tak zdaniem tego pana nie może być chory na wściekliznę bo dostaje szczepionki) może ugryźć jeża (ze względu na budowę ciała jeża i mechanizmy obronne) jedynie w brzuszek. A jak w brzuszek ugryzie, to jest już niestety po jeżu. Z poważnej literatury naukowej i weterynaryjnej oraz z praktyki czynnej ochrony jeżowatych wynika, że wścieklizna jeży jest w zasadzie mitem a zatem aż prosi się o wskazanie naukowego źródła tych zabobonów głoszonych przez dr Borczyka. Niestety nie raczył on podzielić się źródłami tych swoich „rewelacji” z red. Małgorzatą Matuszewską ani czytelnikami Gazety Wrocławskiej. W praktycznej ochronie jeży (w PRZECIWIEŃSTWIE do nietoperzy czy lisów, a nawet kun) właściwie nie rozważa się wścieklizny w diagnostyce chorób, które wiążą się z zaburzeniami neurologicznymi. Na ogół zaburzenia te mają charakter pourazowy lub często wirusowy, związany z infekcjami roznoszonymi przez kleszcze.

Cóż, byłoby to nawet śmieszne, ale niestety utrwala dziwaczny mit, z którym walczymy na równi z mitem, ze jeże jedzą jabłka. Tego rodzaju bredniom o wściekliźnie dodatkowo sprzyja fakt, że po kontakcie z niemal każdym nowym zapachem czy smakiem, jeże na potęgę dokonują self-anointing (samonamaszczenia), co polega na wydzielaniu z pyska pienistej śliny i nanoszeniu jej językiem na igliwie. A ramach ludowych „mądrości” pienista ślina kojarzy się ze wścieklizną, co w przypadku jeży jest bzdurą!

I jak tu walczyć z zabójczymi dla jeży mitami, skoro tego rodzaju „naukowcy”, ot tak sobie, wygłaszają takie poglądy w poczytnych gazetach, a te – bez choćby prób weryfikacji – bzdury takowe publikują? Nawet jeśli ktoś ma stopień doktora, nie czyni go to „alfą i omegą”, nie oznacza, ze „pozjadał wszystkie rozumy”! Wszak doktorat pisze się z jakiejś ściśle określonej, wąskiej dziedziny. Prawdopodobnie dr Bartosz Borczyk w jakiejś dziedzinie jest znakomitym specjalistą, tylko dlaczego w tak spektakularny i niebezpieczny dla jeży sposób udowadnia, że zdecydowanie nie są to jeże?  Najgorsze jest to, że ukazująca się drukiem gazeta może być przeczytana przez wiele osób i tym samym doprowadzić do zabijania wielu jeży przez masy bezkrytycznie wierzące w każde wydrukowane słowo! Dla takich mas bez znaczenia jest fakt, ze jeże są pod ścisła prawną ochroną i że jakiekolwiek krzywdzenie ich jest takim samym przestępstwem, jak np. topienie niedźwiadka czy strzelanie do żubra. To, iż biedne iglaste ofiary ludzkiej głupoty i wręcz średniowiecznych zabobonów spoczną na sumieniach Małgorzaty Matuszewskiej i Bartosza Borczyka, dla rzeczonych też zapewne będzie bez znaczenia – w przeciwnym wypadku najpierw zastanowiliby się, co publikują i jakie to może mieć konsekwencje!

NIKT, KOMU LOS TYCH IGLASTYCH ISTOTEK NIE JEST OBOJĘTNY, NIE POWINIEN POZOSTAĆ BIERNY WOBEC TEJ POTENCJALNIE KATASTROFALNEJ W SKUTKACH I OHYDNEJ PROPAGANDY!

Nie zmienimy bzdur już wydrukowanych, jednak możemy i powinniśmy domagać się wyraźnego ich zdementowania na łamach Gazety Wrocławskiej i na stronie naszemiasto.pl – oto uzyskany telefonicznie w redakcji Gazety Wrocławskiej kontakt do red. Małgorzaty Matuszewskiej:

m.matuszewska@gazeta.wro.pl

tel. (71) 3748131

 

A przy okazji: od 2009 roku czekam na choćby jeden udokumentowany przypadek wścieklizny wykrytej u jeża w tym kraju – i co? i NIC! A mamy już rok 2012… Wciąż tylko powtarzana na każdym kroku bezmyślna paplanina o roznoszeniu tej choroby przez jeże…

Swoja droga, ciekawe czy wiarygodność wypowiedzi tego „naukowca” w zakresie innych zwierząt wygląda podobnie, jak w przypadku jeży?… Gdyby ktoś chciał kompetentnie to ocenić, cały materiał znajduje się pod tym linkiem:

http://wroclaw.naszemiasto.pl/artykul/1373363,za-co-zuraw-lubi-wroclaw-dlaczego-kuna-to-sojusznik,id,t.html?kategoria=645#plus

Zapraszam do komentowania, tak materiału, jak i całej tej sytuacji.

  Proszę też o wiadomość na igliwiak@tlen.pl z dopiskiem „publikacja szkodliwa dla jezy” w temacie maila, jeśli gdziekolwiek pojawi się podobna publikacja szerząca bzdury o jeżach i mogąca im zaszkodzić!

jeżu! aniele konkretnego świata

stąpasz wezwany do posłannictwa

dźwigasz przeznaczenie

strudzony pośród niebezpieczeństw

i

kto się modli za ciebie na świecie

kto ciebie uznał za brata

po akcie Stworzyciela

kto w tobie pozdrowił

tajemne życie Pana

 

ty i bez zgody ludzkiej

ciągle jesteś bóstwem

o wilgotnym pyszczku

pełnym natchnienia wieków

istotą pełną wdzięku i tajemnicy

wyczuwajacą obok

potwora człowieka

przed którym zwinąłęś się w kłębek

ukrywając oblicze

z widnym

pocałunkiem Boga

 

Zdecydowałem się opublikować ten nadesłany  mailem wiersz, także ku wiosennej refleksji… Pomimo, iż dziś zaczyna się wiosna, iglaste wciąż potrzebują naszej pomocy. Wiele z nich ledwie przeżyło tegoroczne mrozy i teraz, wybudzając się z hibernacji, mogą być tak osłabione i wycieńczone, że nie wystarczy sił na wędrówki w poszukiwaniu pożywienia. Zwłaszcza, jesli jesienią było głodno i nie miały z czego odłożyć obfitych zapasów tłuszczyku. Często właśnie teraz umierają strzaszliwą głodową śmiercią, gdy brak sił aby wyczołgać się z zimowego legowiska….  Pamiętajmy, że one też czują, też cierpią i bardzo potrzebują naszej pomocy! Czy wystawienie miseczki z jedzeniem i wodą to naprawdę zbyt wielki wysiłek??? Ktoś kiedyś powiedział: „człowiek – to brzmi dumnie” …  Czy to owa „duma”  tak wielu nie powzala pochylić się nad niedolą iglastych i powoduje, że zamiast miseczki z jedzonkiem, swojemu ogrodowemu/działkowemu jeżowi serwują truiznę na ślimaki, bo ważniejsze są kwiatki? Zamiast bezpiecznego schronienia w zaroślach bujnego ogrodu – rozszarpanie kosiarką (podkaszarką), bo ważnważniejsze aby ogródek przeistoczyć w idelanie gładkie „lotnisko” z trzycentymetrową traweczką? Zamiast skrzyneczki czy chociaż kącika z czystym suchym siankiem na jeżowe legowisko - straszną smierć w płomieniach, bo ważniejsze jest spalenie zalegającej od dawna sterty gałęzi i traw, która przecież dla jeża wygląda jak wspaniałe domostwo, zapraszające do zamieszkania! Ubiegłoroczną wiosnę, sezon jeżowej aktywności, ludzie postanowili rozpocząć takim właśnie, istnie masowym spalaniem jeży w ramach debilnego i prawnie zakazanego, aczkolwiek nagminnego  zwyczaju wypalania traw czy też robienia „porządków” w ogrodach. Słynny „jeż Bartek” a tak naprawdę Bartusia, bo to jeżyczka oraz setki podobnych jeżowych holokaustów są sztandarowym tego przykładem…  A jaka będzie ta wiosna? Lato? Rok? Czym tym razem będą popisywać się ci wszyscy tacy „wspaniali”, „mądrzy”, „wyjątkowi”, „dumni”, pełni „godności” i zachwytu swoim „człowieczeństwem”? Co uczynią, by pokazać, jacy są naprawdę???

Taaak…. mamy wiosnę i miało być miło…. ale jest jak zwykle – realia nie są miłe! Wskazówki, jak pomagać jeżom, czym je dokarmiać itp. znajdują się w dziale „O jeżach” natomiast więcej o tych realiach można znależć w tekscie poniżej.

PS. Pozostawiam warunkowo właczoną mozliwość zamieszczania komentarzy (ukazują się dopiero po zatwierdzeniu). Czy tak zostanie, zależy od poprawności korzytania z tej opcji przez użytkowników. Przypominam, że TO NIE JEST SKRZYNKA MAILOWA!

Drobna aktualizacja, czyli z wnioski ostatniej chwili - 30.12.2011:

A nie mówiłem!!! Oto wchodzimy w nowy rok a media już grzmią, jak to wspaniale zreformowano przepisy o traktowaniu zwierząt, bo teraz PSY maja mieć dłuższy łańcuch a w dodatku mogą być nań uwiązane tylko ściśle określoną ilość godzin! (ciekawe, kto i jak będzie te godziny naliczał? może w następnej nowelizacji owe rozporządzenia bedą nakazywały każdego psa wyposażyć w coś na kształt parkometru a nasza bohaterska straż miejska będzie skwapliwie zajmowała się kontrolowaniem ich odczytu? Czyż potrzeba lepszego potwierdzenia tego, co wciąż powtarzam przy każdej pkazji, a mianowicie, że w tym ohydnym kraju zauważa się tylko psy, koty, ptaki i konie a reszta może sobie spokojnie zdychać??? Ile bubli legislacyjnych musi jeszcze powstać ku uciesze gawiedzi, aby wreszcie zauważono, że inne istoty, zwłaszcza te tzw. „chronione” (w tym także jeże) – a nawet PRZEDE WSZYSTKIM one - zasługują na pomoc i BARDZO TEJ POMOCY POTRZEBUJĄ??? Choćby dlatego, że to owe gatunki tzw.”chronione” a NIE psy czy koty są gatunkami, których przetrwanie jest zagrożone! Zagrożone, bo ludzie nie szczędzili wysiłków, by zniszczyć ich naturalne środowisko, niezbędne im do życia a te, które przyszły do ludzkich osad w desperackim poszukiwaniu pomocy, zamiast niej znajdują cierpienie i bestialsko zadawaną śmierć!

Zapewne niektórzy już zauważyli, iż z początkiem lipca 2011 telefon Pogotowia Jeżowego przestał być całodobowy a wręcz pojawiły się trudności z dodzwonieniem się. Poniżej przybliżę kilka suchych a gorzkich faktów dotyczących działania Ośrodka Rehabilitacji Jeży i Pogotowia Jeżowego, w gruncie rzeczy oczywistych po chwili zastanowienia, ale najwidoczniej tylko dla nielicznych…

1. Po pierwsze nie ma żadnego „my” czy „was”, jak to wyobrażają sobie dzwoniący, często święcie oburzeni, iż za sam fakt zadzwonienia nie usłyszą peanów ku czci własnej i zbulwersowani, że nie „wyślemy” (często na drugi koniec kraju!) po zgłoszonego jeża karetki a najlepiej helikoptera. Otóż nie wyślę nikogo po jeża bo nie mam kogo wysłać, nawet na terenie Krakowa, nie wspominając o reszcie kraju. Nie mam także żadnego auta a nawet gdybym miał to i tak nic by to nie zmieniło, chyba, że byłby to jakiś cudowny pojazd samojezdny albowiem siadanie za kierownicą przy chronicznym przemęczeniu organizmu byłoby zbrodnią. Poza tym Ustawa z 16.04.2004 o ochronie przyrody Dz.U. 2004 nr 92 poz. 880 oraz Rozporządzenie Ministra Środowiska z 28.09.2004 w sprawie gatunków dziko żyjących zwierząt objętych OCHRONĄ CZYNNĄ na każdego obywatela RP nakłada obowiązek ratowania m.in. jeży, W KAŻDEJ SYTUACJI  WYMAGAJĄCEJ POMOCY i to na terenie całego kraju, z terenami prywatnymi, szkolnymi itp. włącznie. Zatem każdy pomagający jeżowi w potrzebie spełnia swój obywatelski obowiązek, zaś każdy, kto takowej pomocy nie udzieli albo NIEZALEZNIE OD INTENCJI w jakikolwiek sposób skrzywdzi, zabije (np. przejedzie, spali [bardzo częste zachowania ludzi], rozszarpie kosiarką itp.) czy dopuści do skrzywdzenia jeża (np. przez psa, za którego zachowanie odpowiada właściciel) popełnia przestępstwo. Przypominam, ze zgodnie z prawem jeża chroni ten sam paragraf, co np. żubra czy niedźwiedzia! W praktyce w tym kraju narodowa hipokryzja oraz społeczne przyzwolenie na łamanie tego prawa powodują, że o pojedynczym przypadku strzelania do żubra czy topienia niedźwiadka od razu grzmią wszystkie media, zaś o setkach, tysiącach bestialsko i często celowo mordowanych jeży nawet słowem się nie wspomina! Znamienne jest też, jak często słyszę, że dzwoniący nie mogą zaopiekować się jeżem, bo maja już ileś tam psów i/czy kotów! Jakże niewyobrażalny tupet trzeba mieć, żeby „wyjechać” z takim tekstem! Ponieważ jednak to nie żadne psy czy koty są pod prawną ochroną a właśnie jeże, takie zachowania podpadają pod określone paragrafy, dzięki czemu osobom takim niestosowność ich postawy wytłumaczą odpowiednie organa i instytucje. Nie muszę chyba dodawać, że „krew mnie zalewa” a nóź sam się „otwiera w kieszeni”, gdy ktoś „wyjeżdża” mi z podobnymi argumentami, ze jeżem się nie zajmie, bo ma psy czy/i koty! I nie muszę też chyba podkreślać, ze ktoś taki , delikatnie rzecz ujmując, nigdy nie będzie przeze mnie życzliwie przyjmowany ani szanowany. I mam do tego pełne prawo. Tym bardziej ze w tym podłym kraju nie brakuje psów ani kotów, a wręcz przeciwnie! Nie są one też ani zagrożone wyginięciem, ani nie podlegają prawnej ochronie. A zgodnie z prawem pomagać i ratować jeża obowiązek ma każdy, zaś trzymanie psa czy kota to tylko własne fanaberie i widzimisie. 

Oto klasyczna, nagminna sytuacja, obrazująca typowe zachowanie tego tak „kulturalnego i inteligentnego” społeczeństwa (cytat z maila od aktywisty innej organizacji, ratującej nie tylko jeże):  ”… No i masakryczne przypadki jeży, które gdzieś tam leżały x czasu i nikt im nie pomógł. Bo po co. W zał. foto. Jeż z Wrocławia zjadany żywcem przez larwy przy stosunkowo niegroźnym urazie głowy, jak ustaliliśmy. Lekko potrącony po prostu.Sobie leżał, a ludzie sobie chodzili. Niestety nawet nie zdążyliśmy go uśpić. A to co ja zobaczyłem, np. pół języka zjedzonego przez larwy, to… Bez słów. Na zawsze ze mną zostanie. Zwymiotowałem. Pierwszy raz.

Mnie też zbiera się na wymioty, za każdym razem, gdy kolejny podobny przypadek potwierdza, w jak ohydnym kraju, jak niewyobrażalnej ludzkiej podłości przyszło mi żyć… A takie sytuacje to dla mnie „szara codzienność”. Dzień w dzień, od ponad 4 lat! I z roku na rok POD WZGLĘDEM ZACHOWAŃ LUDZKICH JEST CORAZ GORZEJ! Czy ktoś jeszcze nie rozumie, dlaczego nie „kocham” ludzi (baaardzo dyplomatycznie rzecz ujmując)? I dlaczego mam kiepski, jak to się teraz modnie określa, PR?  Tak, wiem, są też tacy, co pomagają, ratują, leczą te krzywdzone iglaste istoty…. są tacy, owszem – ale ile ich jest? 1%?, 2%? a  może 5%? To zdecydowanie za mało do twierdzeń w rodzaju „człowiek to brzmi dumnie”… Jak wiadomo, „jedna jaksółka wiosny nie czyni”!!!

2. Cała Fundacja IGLIWIAK oraz Ośrodek Rehabilitacji Jeży i Pogotowie Jeżowe nadal nieodmiennie prowadzone jest przez jedną osobę! Tak jest od przeszło 4 lat, gdyż faktyczną opieką nad jeżami zająłem się na długo przed oficjalnym powstaniem Ośrodka a później i Fundacji. W praktyce oznacza to ponad 4 lata ciężkiej harówki dzień w dzień, swiątek-piątek, bez weekendu, świąt, urlopu, wakacji itp. nawet z prawie 40-stp. gorączką podczas częstej grypy (przy tak bezustannym przeciążeniu organizmu z łatwością łapanej od przygodnego lumpa w autobusie) gdyż jeże, których w Ośrodku jest zawsze kilkadziesiąt, każdego dnia potrzebują opieki a konkretnie: srają, sikają i trzeba to na bieżąco sprzątać, podawać jedzenie, zalecone przez lekarza leki, czyścic i kontrolować gojące się rany itp.itd. Tym, którzy nie potrafią tego pojąć (a licznie dowodzą, że ich nie brakuje) dokładnie wyjaśniam: dzień w dzień, nawet np. gdy szanowni zasiadają do wigilijnej kolacji, ja sprzątam jeżowe siki i kupy, gdy szanowni zasiadają do wielkanocnego śniadania, ja zmywam jeżowe gówna wdeptane w podłogę podczas nocnego tuptania, itd. Do tego dochodzi cała masa narzuconej przez kontrolujące instytucje „papierologii” bo każdy jeż musi być zarejestrowany, opisany i mieć prowadzoną kartotekę! Do tego papierologia fundacyjna. Reasumując, daje to ostry zapie…dol po 20-21 godz. na dobę, dzień w dzień, od ponad 4 lat. Oczywiście cały czas (do 1 lipca 2011) jednocześnie odbierałem telefony dzwoniących na Pogotowie! Takich telefonów dziennie średnio jest kilkanaście a często po 30-40 w ciągu dnia. To dlatego nie ma mowy o poradach mailowych -  nie da się jednocześnie sprzątać jeżowych kup i „klepać” w klawiaturę! Po 2 latach takiej harówki kawa przestała działać i musiałem przestawić się na czystą kofeinę w tabletkach, na szczęście legalną i łatwo dostępną z importu – obecnie dzienna dawka pozwalającą mi wycisnąć resztki sil to ok. 1400mg! Niestety nie jestem cyborgiem i dlatego Ośrodek musi wstrzymać przyjmowanie kolejnych jeży * do czasu, aż uda zgromadzić się środki na zatrudnienie choć jednego pracownika. Niestety, z nie leczoną (bo kiedy?, kto zająłby się jeżami gdybym poszedł na zabieg?) kamicą nerkową, szybko pogłębiającymi się problemami z sercem i ogólną niewydolnością wyniszczonego przez te 4 lata organizmu, nie jestem w stanie sam dalej tego ciągnąć. Wszelkie tzw. wolontariaty okazały się megaporażką i totalnym nieporozumieniem, gdyż potrzeba tu osoby odpowiedzialnej, niezawodnej a nie kogoś, kto pojawia się na chwilę, gdy akurat ma na to ochotę! Dwa pomieszczenia, po ok. 30 m kw. każde, wypełnione jeżowymi kojcami to ilość ciężkiej i brudnej pracy na 2-3 pełne etaty a nie zajęcie dla jednej osoby. Ponadto pomieszczenia te nie są „z gumy”! Ośrodek pomieści tylko określoną (zaleceniami RDOŚ) ilość jeży!!!  Niestety, nie wejdą tu nawet tylko te, których tak ochoczo (zresztą niezgodnie z prawem) i ohydnie, niczym uciążliwego problemu, chcą się pozbywać ze swych ogródków liczni mieszkańcy Krakowa i okolic, czyli jak wynika z tych setek napływających przez minione lata telefonicznych zgłoszeń, zdecydowanie najpodlejszego rejonu kraju (wspominałem już o tym w ub. roku w materiale dla „Wysokich Obcasów”). Dla zobrazowania nagminnego infantylizmu, skrajnej nieodpowiedzialności, egoizmu, wygodnictwa i podłości zgłaszających (z rejonu Krakowa i okolic) rzekomą chęć zaopiekowania się jeżem, wkrótce zamieszczę CZARNĄ LISTĘ, gdzie osoby takie będą figurowały wraz z opisem swojego zachowania.

3. Po analizie statystycznej zgłoszeń telefonicznych na Pogotowie Jeżowe, okazało się ze ponad 96% dzwoniących późnym popołudniem i wieczorem, czyli w czasie, gdy jest najwięcej pracy przy jeżach w Ośrodku, dzwoniło o tej porze z własnego wygodnictwa a nie dlatego, że właśnie wtedy zaistniała sytuacja wymagająca natychmiastowego kontaktu! Mało tego! Okazuje się, że ponad 45% dzwoniło po kilku dniach od znalezienia jeża, czyli dopiero wówczas, gdy stan jeża stawał się krytyczny, także na skutek fatalnej wcześniejszej „opieki” czy żywienia wg – pożal się Boże – porad z jakichś zazwyczaj niekompetentnych forów czy blogów, co samo w sobie jest naganne i skandaliczne!!! Tymczasem każdy telefon, zwłaszcza po 16:00 aż do późnej nocy bardzo przeszkadza, odrywając od pracy przy jeżach znajdujących się w Ośrodku. Podobnie jest z bezmyślnym dzwonieniem, w 97% z kompletnymi pierdołami, w godzinach porannych, kiedy to mam potencjalną szansę przespać się te jedyne 2 czy 3 godziny w ciągu doby! Do tego dochodzi nagminne gawędziarstwo dzwoniących, zamiast podawania krotko i rzeczowo jedynie istotnych diagnostycznie informacji. Podkreślam – ten telefon nigdy nie służył i nie będzie służył tym, którzy dzwonią, aby sobie przyjemnie pogawędzić !!! Na żadne miłe pogaduszki nie mam czasu, siły ani ochoty. Każdy kontakt ma być jak najkrótszy i wyłącznie rzeczowy! Sytuacja się zmieni z chwilą pojawienia się osoby o istnie ponadanielskiej cierpliwości i odporności na elementarną głupotę – zważywszy na to, z czym i w jaki sposób ludzie wydzwaniają, tylko taka osoba byłaby w stanie obsługiwać ten telefon na dłuższą metę. Jak już wspomniałem, nie jestem cyborgiem i dlatego z powyższych powodów zawiesiłem całodobowość telefonu Pogotowia czyli w istocie podstawowy sens jego istnienia. Decydując się te 4 lata temu na dyżurowanie przy telefonie non-stop 24h/dobę, zakładałem, ze będę miał do czynienia z na tyle rozumnymi jego „użytkownikami”, że potrafią uzmysłowić sobie, kiedy i na co jest odpowiedni czas, nie kierując się jedynie własnym egoizmem i wygodnictwem. Niestety, okazało się że nie w tym kraju…

4. Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo czyli na co, przede wszystkim, idzie 77% wpłat dokonywanych na konto fundacji IGLIWIAK (23% zabiera aparat państwowy) :

#1 ile?

- cotygodniowa faktura za owady karmowe dla kilkudziesięciu jeży pod opieką Ośrodka to kwota 1500 – 1800 zł

- comiesięczne faktury za pozostałe rodzaje specjalnych karm dla jeży to kwota 500 – 900 zł

- comiesięczne faktury za materiały higieniczne (głównie ręczniki papierowe i papier toaletowy oraz specjalistyczne środki czystości i dezynfekcyjne) to kwota 300-500 zł

- comiesięczna faktura za wynajem pomieszczeń Ośrodka dla jeży to kwota ponad 2000 zł

- comiesięczna średnia faktura za leczenie jeży to kwota ok. 1800 zł

Reasumując – całkowity miesięczny koszt prawidłowego funkcjonowania Ośrodka Rehabilitacji Jeży z kilkudziesięcioma iglastymi pacjentami pod opieką to ok. 10-12 tys. zł. Dużo? Czy naprawdę to dużo, zważywszy że to jedyna taka fundacja w 40-milionowym kraju ??? Zatem jak się to ma do wynagrodzenia przysłowiowej „biurwy” na państwowej ciepłej posadce, ślamazarnie przez 8 godzin dziennie przy kawce i ciasteczku „przekładającej” papierki z szufladki do szufladki? Wszak niemal 1/5 bo aż większości środków wpłacanych na konto fundacji IGLIWIAK idzie na utrzymanie m. in. takich właśnie „biurw” bo kupując cokolwiek dla jeży na fakturze pojawia się VAT**!!! Czyżby to było państwowe rozumienie czynnej ochrony ginącego gatunku? Warto o tym pomyśleć, zwłaszcza w aspekcie zbliżających się wyborów…

#2 dlaczego?

Wbrew pozorom to proste: jeże to prastary gatunek ssaków, w dodatku owadożerców, zatem mają specyficzną biologię i potrzeby niekompatybilne z popularnymi tzw. „milusińskimi” ze świata zwierząt. Skutkuje to wysokimi cenami specjalnych dla jeży produktów, które w dodatku są bardzo nieliczne i trudno dostępne. Z #1 wyraźnie widać, że główny koszt to owady karmowe i tego nie da się niestety ominąć ani przeskoczyć, bo owadożercy, jak sama nazwa wskazuje, potrzebują pożywienia w postaci owadów. Żadne kocie, psie itp. karmy nie dostarczają organizmowi jeżą niezbędnych dla zdrowia składników a zatem stosowanie ich w aspekcie żywienia jeży (nie mylić z dokarmianiem) byłoby nieprofesjonalne i błędne merytorycznie, co jest absolutnie niedopuszczalne.

Koszty leczenia są naliczane przez klinikę i tak bardzo „rabatowo” i „promocyjnie” a pozostają tak znaczne, gdyż jeże trafiające do Ośrodka są zwykle w bardzo ciężkim stanie. Rekordowa dotąd faktura za leczenie jeży wynosiła ponad 5 tys. zl za okres 5 tygodni.

Koszt wynajmu pomieszczeń w gruncie rzeczy też nie jest zawyżony, zwarzywszy na specyfikę prowadzonej tu działalności oraz fakt, że zawiera tzw. media. Oczywiście z pewnością dałoby się znaleźć miejsce znacznie tańsze i na pewno lepsze, bo z przyległym ogrodem, którego tu bardzo brakuje, np. gdzieś na wsi, z dala od huku miasta ale pozostaje podstawowa kwestia – szybki dostęp do kompetentnego lekarza z odpowiednio wyposażoną kliniką! Póki co jest to nie do przeskoczenia…

Pozostałe koszta to w porównaniu z powyższymi, praktycznie niemal „grosze”, zatem nie ma sensu nad nimi się tu rozwodzić.

Na koniec przypomnę 2 najważniejsze kwestie:

1. Każda wplata dokonana na konto fundacji jest pomocą dla jeży a NIE dla mnie! Dokładnie w 81,3% bo 18,7% zabiera aparat państowy, pomimo iż realizując cele statutowe, w istocie fundacja IGLIWIAK wyręcza Państwo Polskie z jego obowiązku, albowiem to państwowa ustawa, a nie wymysł mojej fundacji, zaliczyła jeże do gatunków chronionych. Tymczasem nie ma ani jednego państwowego specjalistycznego Ośrodka Rehabilitacji Jeży, zaś ja, kupując np. jedzenie dla jeży, do jego ceny mam doliczane owe 23% znane jako VAT**. Proszę zatem pamiętać, ze przekazując np. 100zl na konto fundacji, tak naprawdę dla jeży trafia tylko 81,30 zl a 18,70 zl jest zabierane przez aparat państwowy, który niczym przysłowiowy „pies ogrodnika”, nie dość że sam kompletnie nic nie robi, aby realizować swoją własną ustawę, to jeszcze utrudnia tę działalność każdemu, kto go wyręcza. Warto chyba o tym pomyśleć, zwłaszcza w aspekcie zbliżających się wyborów… wszak tylko za zgodą nas wszystkich możliwa jest tak podła postawa państwa, w którym przyszło nam życ!

2. Do tego, aby ratować jeże i pomagać im przetrwać w świecie przesyconym ludzkim okrucieństwem, egoizmem i głupotą wcale nie trzeba mnie lubić, „kochać” czy nawet szanować! Dla mnie jest to bez najmniejszego znaczenia, zaś dla najważniejszych w tym, czyli jeży, liczą się wyłącznie konkretne działania, fakty, to czy mają co jeść i gdzie bezpiecznie się schronić a NIE jakiekolwiek intencje, zamiary itp. pierdoły! Najwyższy czas dorosnąć do umiejętności rozdzielania spraw „prywatnych” i „zawodowych” a niestety wciąż jest z tym beznadziejnie, przez co w tym konkretnym przypadku dodatkowo cierpią jeże, dla których ktoś nie przekaże kilku złotych czy nie udzieli pomocy na miejscu tylko dlatego, ze telefonicznie opierdoliłem go za durne postępowanie lub w ogóle brak działania a jedynie przyglądanie się cierpieniu tych istot. Takie postępowanie jest wysoce nagannym i kompletnie bezrozumnym mszczeniem się na cierpiących jeżach. Podkreślam raz jeszcze – chodzi o jeże a NIE o mnie albowiem ja i tak mam serdecznie gdzieś, co kto o mnie myśli, czy mnie lubi czy nie itp. bzdety!

* Ośrodek musi wstrzymać przyjmowanie kolejnych jeży także dlatego, iż w chwili, gdy ukazuje się ten tekst, na koncie fundacji figuruje kwota pozwalająca jedynie na zakup jedzenia dla jeży przez najbliższe 2 tygodnie - co dalej, nie wiadomo. FUNDACJA NIEZMIENNIE NIE OTRZYMUJE ŻADNYCH DOTACJI ANI INNEGO DOFINANSOWANIA OD ŻADNYCH INSTYTUCJI - to, że Ośrodek Rehabilitacji Jeży w ogóle przetrwał do tej pory, zawdzięcza jedynie dobrowolnym darowiznom, jakimi miłośnicy jeży zareagowali na artykuł w „Wysokich Obcasach” z grudnia 2010 i bardzo oszczędnemu gospodarowaniu tymi środkami. De facto, praktycznie wszystko, o czym mówi ten artykuł, niestety wciąż jest aktualne…

** - podatek VAT to nie 23% ceny produktu, on jest do niej dodawany – czyli aparat państwowy zabiera nie 23/100 tylko 23/123, gdzie cena z dodanym podatkiem VAT, jaką płacę np. za robaki karmowe dla jeży to właśnie owe „123″.

Prezes Fundacji IGLIWIAK

Andrzej Kuziomski

PS. Informuję, że komentarze są moderowane i na stronie ukazują się tylko te zatwierdzone, wnoszące coś do sprawy, reszta automatycznie ląduje w koszu. Nadaremne jest wypisywanie tu wszelkich tzw. „swoich racji”, zwłaszcza szerzących histerię i średniowieczne wręcz zabobony np. odnośnie wścieklizny, w rodzaju: „…jesli jez jest blisko ludzi i od nich nie ucieka to mozna miec takie podejrzenie…” (oryginalny cytat z odrzuconego ostatnio z hukiem wyjątkowo głupiego komentarza) albowiem to NIE JEST jakiś durny blog dla, z reguły, niekompetentnych internetowych malkontentów, udzielających innym sobie podobnym, pożal się Boże, „porady” na temat o którym nie mają bladego pojęcia. Nie jest to także bazarowo-plotkarski portal w rodzaju facebook’ów itp. idiotycznych wynalazków, a zatem nie bedzie tu żadnego dyskutanctwa ani pseudofilozofowania bo zwyczajnie takich głupot nie zatwierdzę. PONADTO RUBRYKA „KOMENTARZE” JAK SAMA NAZWA WSKAZUJE dotyczy TYLKO I WYŁĄCZNIE uwag ŚCIŚLE związanych z danym materiałem – TO  NIE JEST MIEJSCE PRZEZNACZONE DO WYSYŁANIA MAILI, LINKÓW, PROPOZYCJI itp. itd - do tego służy poczta mailowa lub kontakt telefoniczny!!! Najwyższy czas nauczyć się rozróżniać te pojęcia!!!

23.11.2011 – permanentnie zablokowałem komentarze ponieważ praktyka pokazała, iż trafiało tu więcej elaboratów, które powinny być wysyłane jako maile (np. z nierealnymi propozycjami występowania po unijne dotacje), aniżeli – zgodnie z przeznaczeniem tej opcji – komentarzy ściśle związanych z powyższym tekstem. Dowodzi to jedynie, iż do czytających najwyraźniej nie dociera, co przeczytali, skoro nie potrafią pojąć, że zwyczajnie nie mam czasu na ślęczenie przy komputerze i zabawy w poszukiwania, czy czasem ktoś w rubryce „komentarze”, pośród masy bzdur, nie umieścił choćby i najgenialniejszej propozycji pomocy! PO RAZ N-ty zatem WYJAŚNIAM wszystkim tym „niekumatym”- nie mam czasu na takie zabawy, bo kojce nadal nie chcą się same sprzątać, narzucona mi dokumentacja nadal nie che się sama uzupełniać ani ŻADNE INNE BEZWGLĘDNIE NIEZBĘDNE CZYNNOŚCI NADAL NIE CHCĄ SIĘ SAME WYKONYWAĆ a ja nadal nie jestem cyborgiem o nadludzkich siłach, ani  nie jestem w stanie się rozdwoić, zaś doba nadal ma jedynie 24 godziny! Chyba bardziej łopatologicznie nie da się tak oczywistej rzeczy wytłumaczyć.

PS 2. Ostatnio liczne a w istocie PSEUDO-prozwierzęce organizacje hucznie grzmią o zmianach przepisów prawa, nowelizacjach, zaostrzeniach kar itp. itd. Pytam się zatem, dla kogo i do kogo kierowany jest ten żałosny cyrk??? Po co produkować kolejne buble legislacyjne??? I na co to „mydlenie oczu”, jakoby sedno problemu tkwiło w regulacjach prawnych??? Pytam, po co tworzyć nowe, wymagające większego zaangażowania sił i środków prawo, skoro NAWET OBECNIE ISTNIEJĄCE JEST KOMPLETNĄ FIKCJĄ, PUSTYMI I NIC NIE ZNACZĄCYMI ZAPISAMI (jakież to polskie!…) KTÓRYCH NIE REALIZUJĄ ANI INSTYTUCJE POWOŁANE DO WYKONYWANIA OCHRONY ŚRODOWISKA, ANI ORGANA WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI???

Wkrótce, gdy tylko czas na to pozwoli, w dziale Ośrodek Rehabilitacji Jeży pojawi się ilustrowany materiał o nieco już znanym z portalu wroclawskiej Ekostraży, niemal spalonym żywcem, jeżu Bartku (czyli obecnie Bartusi bo to jeżyczka) opracowany przez technika weterynarii a zatem napisany fachowym piórem.

UWAGA!!!  Dzięki uprzejmości KTOZ         można przekazywać 1% dla iglastych!          Oto trzypunktowy instruktaż:

Wystarczy w zeznaniu podatkowym:

1. w rubrykach „Inne informacje, w tym ułatwiające kontakt z podatnikiem” oraz „cel szczegółowy” wpisać: „Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami – dla Ośrodka Rehabilitacji Jeży”

2. w rubryce „Nazwa OPP” wpisać: „Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami”

3. w rubryce „Numer KRS” wpisać: 0000044704.

Przekazując w ten sposób 1% dla Ośrodka Rehabilitacji Jeży, proszę o zrobienie kopii dokumentacji tego zdarzenia (kwota, od kogo itp.) oraz informację o tym fakcie na maila igliwiak@tlen.pl – ulatwi to wyselekcjonowanie jeżowych odpisów ze wszystkich wplywających do KTOZ. Dziękuję za każdy 1% dla iglastych!

Dzięki wspaniałomyślności jej twórców, to niesamowite dzieło sztuki zostało wystawione na aukcji na rzecz Fundacji Igliwiak: http://allegro.pl/show_item.php?item=1474095641

Okazuje się, że nawet coś z pozoru tak banalnego, jak obudowa do komputera może przeistoczyć się w prawdziwie artystyczną dekorację każdego wnętrza i stać się absolutnie unikalnym dziełem sztuki – wkrótce poznamy nowego właściciela tej imponującej i wyposażonej w najwyższej klasy podzespoły obudowy.

Więcej o tym bezprecedensowym wydarzeniu można przeczytać tu: http://express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=1735&NrSection=1&NrArticle=194898 natomiast zdjęcia obrazujące akt twórczy aż do efektu finalnego znajdują się tutaj: http://good-mod.eu/

Z przykrością informuję, że Gazeta Wyborcza w swoim dodatku „Wysokie Obcasy” z 18.12.2010 opublikowała materiał, ignorując poprawki w ramach autoryzacji tekstu i tym samym artykuł zawiera istotne nieścisłości, jak np. niepełny cytat wypowiedzi radnej Ewy Wicher w programie „Celownik” z 03.11.2009 (cały materiał wideo znajduje się na niniejszej stronie) czy też, z pewnością krzywdzące dla niektórych weterynarzy, stwierdzenie że „wspołpracuję z jedynym doktorem w Polsce, ktory się zna na jeżach” – oczywiście miało być „jednym z nielicznych„, pominięto też kilka stwierdzeń, co zmieniło kontekst niektórych wypowiedzi, itd. Nieznane są mi powody, dla których Gazeta Wyborcza wydrukowała tekst ignorując autoryzacje, pozostaje mi jedynie przeprosić za ich braki w warsztacie i uczciwości dziennikarskiej.

A teraz będzie bez ą, ę tudzież innych bułkę przez bibułkę itp. cukrowania, bo wbrew powszechnemu przekonaniu, taka jest właśnie codzienna praca w Ośrodku – w 90% brudna i śmierdząca a pozostałe 10% to te krótkie ale jakże niezwykłe chwile bliskiego obcowania z iglastymi istotkami…

Kwestia wolontariatu nie jest prosta – raz, to Kraków, nie bez powodu słynny z centusiostwa, nadęcia i mnóstwa zapatrzonych w siebie egoistów, za darmo to nikt tu nawet nie splunie…  (poza nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę) Dwa, to jeże a nie koty, psy czy inne tzw. „zwierzęta domowe” a w dodatku to istoty nocne. Jeże bardzo źle reagujące na każdą nową osobę, zapachy, dźwięki - odpada więc opcja dziecięco-szkolnych wolontariuszy, oraz na zasadzie: „dziś Zosia, jutro Małgosia, pojutrze Maciuś a potem nikt, bo przyszedł weekend i lepiej iść na imprezę”. Musiałaby to być jedna osoba, bardzo odpowiedzialna i w dodatku zaakceptowana przez jeże, ktoś kto naprawde kocha te istoty… To jednak bez znaczenia, skoro nie ma w ogóle nikogo chętnego…  raz, dosłownie raz, objawiła się panienka, która chyba spodziewała się, że będzie tu do głaskania i przytulania jeży, tymczasem ośrodkowa codzienność to kilka godzin zbierania kup jeżowych, wymiany zasikanego podłoża w kojcach, mycia stosów (często obsranych) miseczek itp. W dodatku kojce to ciężkie i spore konstrukcje, które przy wymianach podłoża trzeba przenosić, zatem to zajęcie raczej dla silnego młodego człowieka a nie „laluni w szpilkach” roztaczającej wokół siebie intensywne wonie modnych perfumerii. To nie pokaz mody tylko ciężka praca przy istotach nie tolerujących całej tej chemii, którą ludzie z upodobaniem na siebie ładują. Zwłaszcza że wiele czynności trzeba też robić w ciągu dnia, gdy jeże śpią w swych domkach-norkach i podczas tych prac nie można ich niepokoić czy budzić a przy wrażliwości jeżowego węchu, nawet kilka dni wcześniej polakierowane paznokcie są silnym i niepokojącym sygnałem zapachowym. To niestety nie moje „widzimisię” a wymogi wynikające ze specyfiki podopiecznych. Tym samym w zasadzie wyklucza to także wszelkie zwiedzanie Ośrodka.

Pragnę też poinformować, że Fundacja IGLIWIAK ma już dodatkowe NOWE konto walutowe w EURO, (dane na stałe umieszczone w zakładce „Kontakt”):

Fundacja IGLIWIAK

ul. Kąpielowa 4, 30-434 Kraków

Nr konta walutowego (EURO): 77 1090 1665 0000 0001 1470 5499

IBAN PL77109016650000000114705499,    SWIFT WBKPPLPP

Prezes Fundacji IGLIWIAK

Andrzej Kuziomski

Dzięki uprzejmości Krak.TV można już obejrzeć krótką relację ze spotkania z okazji Dnia Jeża, jakie odbyło się 10.11.2010

Zapraszam do oglądania oraz zapoznania się z kilkoma oczywistymi (okazuje się, że nie dla każdego) kwestiami poniżej:

Jeże biorące udział w takich spotkaniach to osobniki pozostające w pełnej aktywności, także dziennej, m.in. z uwagi na trwającą rehabilitację. W żadnym wypadku jeże nie są specjalnie budzone ani wyprowadzane ze stanu hibernacji. We wszelkich spotkaniach biorą udział tylko takie jeże, dla których bliskość człowieka nie jest czynnikiem stresującym, co często wynika ze specyfiki środowiska, w jakim wcześniej występowały. Z powyższych względów nie ma możliwości określenia z góry, który jeż będzie mógł uczestniczyć w danym spotkaniu.

 

Nie każdy wie, że jeże są nocnymi wędrowcami i wielkimi zimowymi śpiochami. Te kolczaste zwierzęta kryją przed ludźmi wiele tajemnic. Już 10 listopada będziemy mogli odkryć ich sekrety, osobiście poznać i zaprzyjaźnić się z dwoma żywymi jeżami.

10 listopada to Dzień Jeża

Z tej okazji portal Ekorodzice.pl zaprasza wszystkich amatorów kolczastych zwierzątek o godzinie 11:00 do „akademii aktywnych i kreatywnych” na spotkanie z Eko Jeżem, które poprowadzi nasz gość specjalny Andrzej Kuziomski z Fundacji Igliwiak. Prawdziwy znawca jeżowych zwyczajów opowie, dlaczego jeże są pod ochroną, jakim jedzeniem można je karmić i o codziennych zagrożeniach czyhających na te małe istoty.

Wszystkie dzieci gotowe na spotkanie z dwoma żywymi jeżami w cztery oczy zapraszamy do Szkoły Podstawowej nr 52 na osiedlu Dywizjonu 303 (sala nr 52). Na spotkanie obowiązują wcześniejsze zapisy pod adresem mailowym redakcja@ekorodzice.pl. W treści maila proszę podać imię i nazwisko dziecka, wiek oraz numer kontaktowy.

Liczba miejsc ograniczona.
Koszt biletu to jedyne 5 zł

(cały dochód z biletów zostanie przekazany na potrzeby Fundacji Igliwiak)